WYCIECZKA PO ZACHODNIEJ WIELKOPOLSCE, 27-28.05.2009
27 maja wczesnym rankiem wyjechaliśmy na długo wyczekiwaną wycieczkę. Od dawna planowaliśmy kto z kim będzie siedział w autobusie, kto z kim będzie spał w pokoju i wreszcie nadszedł ten dzień... Dojechaliśmy zaledwie do Trzemeszna kiedy zaczęła się ulewa. Na szczęście jechaliśmy na zachód a fala opadów przemieszczała się na wschód. Przebrnęliśmy korki w Poznaniu i około 11.30 dotarliśmy do Gościkowa. Znajduje się tu imponujących rozmiarów klasztor pocysterski. Ziemie te przekazał Cystersom w 1230r. Mikołaj Bronisz z Międzyrzecza. Obszary, na których osiedlali się Cystersi szybko się rozwijały. Zakonnicy uczyli okoliczną ludność pracy na roli, szerzyli oświatę, rozwijali naukę, dbali o biednych i chorych. Jedną z zasad reguły tego zakonu była samowystarczalność. Opactwo szybko się rozwijało i klasztor stał się właścicielem wielkiego majątku. Najpierw opatami byli Niemcy ale od 1588 r. klasztorowi przewodziło kolejno 22 opatów Polaków. W 1633r. pożar doszczętnie zniszczył klasztor. Po drugim rozbiorze Polski Paradyż znalazł się na terenie Prus. Od tego momentu zaczęło się szykanowanie opactwa a w 1834r. Prusacy zlikwidowali klasztor i skonfiskowali jego dobra. W budynku było seminarium nauczycielskie, dom dla sierot, podczas II wojny światowej mieściły się tu magazyny wojskowe i warsztaty remontowe. Obecnie znajduje się tu Wyższe Seminarium Duchowne. My zwiedziliśmy kościół oraz muzeum w którym znajdują się pamiątki związane z Cystersami: szaty i naczynia liturgiczne, starodruki, fragmenty wyposażenia kościoła a także sutanna podarowana przez Jana Pawła II.
Kolejnym punktem programu było zwiedzanie Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Potocznie nazywane bunkrami fortyfikacje są umiejscowione między Wartą i Odrą, budowali Niemcy w latach 1934 -1938. Podziemne korytarze znajdują się na głębokości od 12 do 50m, a ich długość wynosi 32 km. My maszerowaliśmy 2,5 km na głębokości 30m. Podziemia MRU to jedno z największych założeń fortyfikacyjnych w Europie. Obecnie jest to rezerwat nietoperzy, zimuje tu około 37 000 osobników.
Następnie pojechaliśmy do Międzyrzecza, gdzie znajdują się ruiny zamku wzniesionego za panowania Kazimierza Wielkiego oraz muzeum poświęcone tysiącletniej historii miasta.
Późnym popołudniem dotarliśmy do Sierakowa na nocleg. Atrakcje tego dnia jeszcze się nie kończyły. Po zakwaterowaniu i obiedzie szliśmy na basen. Szaleństwom w wodzie nie było końca, a najlepszą zabawą było blokowanie zjeżdżalni.... Oczywiście „władza” nas za to ostro upominała. Po basenie, wygłodniali ze smakiem zajadaliśmy kiełbaski pieczone na ognisku. Do domków wróciliśmy około 23.30. Było późno, zmęczenie dawało się nam we znaki, ale kto myślałaby o spaniu? Chyba tylko opiekunowie. Krążyli wokół domków do 3.30. Mimo to niektórzy z nas nie zmrużyli oka przez całą noc.
Następnego dnia o szóstej rano większość z nas była spakowana. W opinii opiekunów nie wyglądaliśmy na wypoczętych. Uśmiechali się, patrząc na nas... bo wiedzieli, że czeka nas dzień intensywnego zwiedzania. Nie było lekko, ale po kolei.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od zamku Opalińskich w Sierakowie. Byli oni jednymi z wielu właścicieli tych ziem, ale to oni przyczynili się do największego ich rozkwitu. Przebudowali wcześniejszy zamek na imponującą renesansową rezydencję, ufundowali kościół w mieście. W świątyni zostało pochowanych wiele osób z tego rodu, a ich sarkofagi to dzieła sztuki, które można podziwiać na zamku. Dzieł sztuki musieliśmy obejrzeć całe mnóstwo.... Nie było taryfy ulgowej z powodu nieprzespanej nocy. Płaskorzeźby, obrazy, portrety trumienne, piece kaflowe... Przewodnik ciekawie opowiadał o sztuce kulinarnej i zwyczajach XV i XVI-wiecznych. Na przykład zamiast mycia się używano perfum i pudru. Jedną z najbardziej znamienitych postaci wśród Opalińskich był Piotr. Umiał pomnażać majątek. Kiedy jechał do Paryża w imieniu króla po jego przyszłą żonę, konie z jego orszaku gubiły złote podkowy.
Następnie udaliśmy się do Pniew, miasta, gdzie znajduje się sanktuarium błogosławionej Urszuli Ledóchowskiej. Polka urodzona w Austrii wstąpiła w Krakowie do zgromadzenia Urszulanek i pracowała jako nauczycielka przedmiotów matematyczno-przyrodniczych oraz francuskiego i niemieckiego. Przebywała także w Rosji i krajach skandynawskich. Wszędzie pracowała z dziećmi, tworzyła sierocińce i pracowała na rzecz Polski, której wtedy nie było na mapie. Współpracowała z Henrykiem Sienkiewiczem. Po powrocie do Polski wraz z grupą sierot osiedliła się w Pniewach. W sanktuarium widzieliśmy pomieszczenia i pamiątki pozostałe po U. Ledóchowskiej, jej sarkofag oraz pamiątki z krajów, w których pracują siostry Urszulanki.
Głodni udaliśmy się na posiłek do restauracji McDonald’s. Hamburgerom i innym przysmakom nie było końca.
W strugach deszczu tylko kilku zapaleńców oglądało stadion Amica we Wronkach.
Ostatnim etapem naszej wyprawy były Szamotuły. Zwiedziliśmy tu zamek Górków, kolejnego znanego i bogatego rodu wielkopolskiego. Najbardziej zainteresowały nas losy Halszki czyli Elżbiety Ostrogskiej. Jako czternastolatka została ona wydana za mąż za sześćdziesięcioletniego szlachcica. Uciekła od niego ze swoją matką na rodzinne Kresy Wschodnie (dzisiejsza Ukraina). Tam pokochała młodego szlachcica. Niestety pościg męża ją dogonił, wróciła do Szamotuł, gdzie została żywcem zamurowana w baszcie do dziś zwanej basztą Halszki. Podobno do dziś można spotkać panią w czerni przechadzającą się po zamku... Zwiedziliśmy wnętrza zamkowe i wystawę ikon. Wysłuchaliśmy także krótkiego koncertu fortepianowego w wykonaniu nasze koleżanki Ani.
Z Szamotuł udaliśmy się w drogę powrotną do domu.